Zgadzam się z Morawieckim

0
161

Na DDB

Zdecydowanie i w całej rozciągłości zgadzam się z tym, co powiedział niedawno w Sejmie Kornel Morawiecki. Prawo ma służyć ludziom, a nie odwrotnie. I zgadzam się z tym, że jeśli prawo nie służy ludziom – jest bezprawiem. I zanim zacznie się klasyczny jazgot polsko – polski, proponuję doczytać do końca, a później można jazgotać do woli.

Zastanawiam się, ile osób śmiejących się obecnie z Kornela Morawieckiego wzięło pod uwagę to, że w Polsce od wielu lat nie tworzy się prawa dla wszystkich obywateli. Jeśli sobie prześledzicie płodzone szybko lub powoli przepisy, choćby tylko z ostatniego roku, wielu z Was może zdać sobie sprawę, że jednak coś tu jest nie tak jak trzeba. Większość wychodzących zapisów prawnych wydanych nam – społeczeństwu – to nic innego jak nasze obowiązki oraz nakaz stosowania się do… Tu można sobie w zasadzie wstawić dowolną część dalszą. To wszystko wygląda niestety tak, że większość przepisów jest tworzona dla aparatu państwa, który albo chce kontrolować ludzi, albo nakazać im określone postępowanie w zależności od ustawy. Praw mamy coraz mniej, za to obowiązków coraz więcej.

Świetnym przykładem tego stanu rzeczy jest choćby niedawny wpis byłego szefa resortu spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, który użalał się na twitterze, że jego syn musi nauczyć się wymiarów tablic rejestracyjnych do egzaminu na prawo jazdy. Pisał, że to w niczym nie poprawia umiejętności, ani bezpieczeństwa na drodze. Ale znać przepis trzeba, nauczyć się i zdać na egzaminie. Po co? Żeby urzędnik lub egzaminator mieli zajęcie i zarobili z naszych kieszeni w przypadku braku powodzenia, czyli dokładnie tak, jak to się stało w przypadku syna pana ministra. Narzekający polityk zresztą sam głosował właśnie za takimi przepisami.

W ogóle nasze przepisy drogowe coraz bardziej zastanawiają. O ile zasadnym jest dbałość o bezpieczeństwo obywateli, o tyle dobrze by było, aby przepisy były tworzone w sposób zgodny z już istniejącymi przepisami. Inaczej – jak mówił Morawiecki – stają się bezprawiem. Zaledwie kilka dni temu można było poczytać na naszych łamach informację o uruchomionym właśnie systemie do odcinkowego pomiaru prędkości. Cel, sam w sobie słuszny, bo poprawiający bezpieczeństwo. Ale już samo wykonanie, nie do końca da się dopasować do polskich przepisów. Między innymi zwyczajnie może nie dać się ustalić kto popełnił wykroczenie drogowe, a już na pewno nie da się ustalić, w jakim dokładnie miejscu to wykroczenie nastąpiło. Chociaż właśnie to należy ustalić zgodnie z obowiązującym prawem. Wyobraźmy sytuację, że to ktoś z Was kieruje autem i wjeżdża do Zwierek, ale po przejechaniu kilometra zamienia się za kierownicą z pasażerem. I na wyjeździe system wyliczy, że ktoś z Waszej dwójki pojechał za szybko. Pytanie: Kto? Kierowcy zrobią losowanie? Czy może podzielą się po połowie mandatem? Tymczasem polskie prawo nakazuje ustalenie winnego popełnienia wykroczenia drogowego. Przy tym temacie jest jeszcze kilka innych kwiatków, które nie zgadzają się z przepisami prawa, dziś obowiązującymi. Tu mamy klasyczny przykład bezprawia tworzonego przez aparat państwowy. Powstaje pytanie, dlaczego aparatowi państwowemu można działać bezprawnie, a obywatelowi już nie?

Bardzo jaskrawym przykładem bezprawia tworzonego nomen omen na prawie jest ustawa o odpowiedzialności urzędników za popełnione błędy. Ustawa ta obowiązuje w Polsce ponad 4 lata i jak do tej pory ukaranych w całym kraju zostało całe zero urzędników. Mimo, że w tym czasie popełniali błędy, tak jak zwykle. A teraz ta sama sytuacja w odniesieniu do obywatela. Wyobraźcie sobie, że na przykład przedsiębiorca spóźnił się z jakiegoś powodu z obowiązkowym sprawozdaniem finansowym, które musi trafić do sądu lub urzędu skarbowego. Zgadnijcie, czy poniesie konsekwencje na przykład z powodu gapiostwa lub tego, że zwyczajnie zapomniał? W państwie prawa jednym wolno popełniać grzechy, za które brak jest konsekwencji, zaś innym, w tym samym państwie, popełnianie grzechów uchodzi na sucho. To mamy prawo czy bezprawie? Moim zdaniem w tym przypadku – to drugie, skoro spod stosowania prawa i ponoszenia za to konsekwencji wyłączona jest uprzywilejowana grupa obywateli.

Kilka lat trwa postępowanie w sprawie Amber Gold. Były aresztowania, były przesłuchania, były i są osoby poszkodowane. A winnych oszustwa jak nie było, tak nie ma. I na dodatek jak na razie nikt nie poniósł odpowiedzialności za to, że okradziono setki tysięcy ludzi w państwie prawa, w białych rękawiczkach. Bezprawie!

Białystok. Kilka lat temu giną dokumenty na finansowanie Jagielloni w kwocie około 4 mln. złotych. Nikt nie ponosi konsekwencji. Wszystko gra. Lipiec tego roku – doniesienie do Prokuratury na urzędnika, który informował o możliwych nieprawidłowościach w magistracie. Doniesienie o zaginięciu dokumentów, które cały czas były w urzędzie miejskim. Urzędnik nie pracuje, dokumenty są. Za to dokumentów sprzed czterech lat nikt nie ma zamiaru szukać i wyciągać konsekwencji służbowych wobec winnych zaniedbania. Bezprawie!

Kelnerzy z restauracji „Sowa i Przyjaciele” nagrali najważniejszych polityków w Polsce, kiedy kombinowali jak obejść polskie prawo lub wręcz zmawiali się w celu osiągnięcia doraźnych korzyści politycznych. Teraz to kelnerzy muszą się tłumaczyć z ujawnienia tego, ze ktoś inny mógł lub chciał popełnić przestępstwo. Politycy okazali się ofiarami spisku zagrażającego naszemu państwu. Czy tak ma wyglądać państwo prawa? Tak powinno się tworzyć zapisy, które chronią aparat państwowy, a na obywateli nakładają obowiązki tudzież kolejne kary? Nie! To jest bezprawie!

Przykładów takiego działania można podawać nie dziesiątkami, nawet już nie setkami, ale tysiącami. Wystarczy obejrzeć lub poczytać o tym, co spotyka ludzi, którzy pojawiają się w polsatowskim „Państwo w państwie”. Kilka miesięcy temu na kongres „Niepokonanych”, czyli członków stowarzyszenia lub zwyczajnie osób poszkodowanych przez aparat państwowy, przyjechało kilka tysięcy ludzi. Każdy z nich przeżywał lub wciąż przeżywa swój osobisty dramat z powodu nierównego traktowania obywatela w jednym kraju i uprzywilejowania aparatu państwowego względem tych, którym ma służyć.

Nie odnosiłam się w tym felietonie do tego, co się stało lub dzieje z Trybunałem Konstytucyjnym, bo to zostawiam specjalistom. Ale faktem jest, że powołani sędziowie przez poprzednią ekipę, nie powinni zostać wybrani, ponieważ tego wyboru miał dokonać Sejm obecnej kadencji. Ale wówczas politykom tak po prostu pasowało. Obecnie, kiedy w zasadzie na razie przywrócono porządek sprzed tego powołania, podniósł się krzyk. Ale o tym, co było legalne, a co nie, niech wypowiedzą się ci, którzy mają do tego legitymację. Ja jej nie mam. Stwierdzam jedynie fakty, które miały miejsce w oparciu o przepisy prawa, jakie mamy obecnie w Polsce.

Dlatego zgadzam się w pełni z Kornelem Morawieckim, który powiedział, że nad prawem jest dobro Narodu. Naród to my wszyscy. Zarówno zwykli obywatele, jak i przedstawiciele aparatu państwowego. Nie widzę dziś żadnych podstaw ku temu, aby jednych czy drugich traktować inaczej, tylko z powodu zajmowania określonego stanowiska. I zgadzam się również z tym, że prawo to nie świętość, jeśli narusza dobro choćby jednego człowieka. Jeśli prawo nie będzie traktowało nas, przedstawicieli narodu, jednakowo w takiej samej sytuacji, jest bezprawiem. Kropka.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: Trzecie OKO)

Komentarze