Słowo po niedzieli: Ta rewolucja się nie udała

0
95

DSC_8299

I to w zasadzie by było tyle do powiedzenia, co jest zawarte w tytule dzisiejszego felietonu. Ale rozwinę myśl, bo uważam, że jest tego warta. Powiem więc, że w mojej ocenie rewolucja się nie udała. Wszystkie wysiłki wielu środowisk spełzły na niczym. Prawdopodobnie Komitet Obrony Demokracji można uznać w zasadzie za krótki epizod, który przeszedł już do historii.

Przysięgam, że nie znam żadnej rewolucji na świecie, którą wszczęłoby pokolenie pięćdziesiąt plus. Polska to jednak dziwny kraj, w którym – jako pierwszym – takie możliwości testowano. Jako historyk z wykształcenia i z pasji, znam wiele przypadków różnych ruchów społecznych. Ale w żadnym nie wszczynali go ludzie w wieku emerytalnym, ani nawet zbliżonym do emerytalnego. Owszem zdarzały się przypadki buntów społecznych, w których brało udział nieco starsze pokolenie. Ale były to przypadki określonych grup społecznych, które były pokrzywdzone przez system państwowy. Tak jak na przykład chłopi, niewolnicy, czy inni.

Nie jest znany mi żaden przypadek pod żadną szerokością geograficzną, kiedy na ulice wychodziliby ludzie, którym żyje się wcale nie najgorzej i ludzie, którzy nie są gnębieni przez aparat państwowy. A u nas wyszli sobie pokrzyczeć, że może źle się zadziać. Może, choć wcale nie musi. Jeszcze się nic nie zdarzyło takiego, co zmuszałoby kogokolwiek do wyjścia i protestów na ulicy. Dlatego rewolucja nie miała żadnych szans powodzenia. Nikt nie został pokrzywdzony, nie było aresztowań, nie było i nie zdarzyło się nic, co wymagałoby jakiejkolwiek interwencji społecznej. Ale nade wszystko pierwszy raz miałam okazję zobaczyć i to za życia, jak wygląda tak zwany zryw społeczny osób w wieku raczej już nie pierwszej młodości.

Do tej pory to głównie młodzi ludzie wszczynali bunty i jakieś ruchy przeciwko takiej czy innej władzy. Tworzyli organizacje, zrzeszali się, prowadzili działalność opozycyjną, podziemną czy inną. Ale zawsze, w każdym przypadku, robili to wyłącznie młodzi ludzie. Nigdy nie było żadnych przypadków, a przynajmniej jakichkolwiek znanych mi z historii, żeby tego rodzaju bunty wszczynały osoby, jakie można było oglądać na ulicach polskich miast, w tym Białegostoku. Na wielu zdjęciach, filmach i relacjach z demonstracji Komitetu Obrony Demokracji widać było przede wszystkim osoby starsze. Nawet sam przywódca ruchu jest powiedzmy nie pierwszej młodości. Kolczyk w uchu w tym przypadku o niczym nie świadczy. Wiele lat temu, w czasach jego młodości właśnie takie rzeczy – jak kolczyki w uszach lub tatuaże robili sobie albo więźniowie, albo buntownicy. Dziś takie atrybuty ma co drugi nastolatek i wcale nie jest to przejaw żadnego buntu, tylko mody.

Nawet w naszym mieście do walki o demokrację zagrzewają ludzie, którzy bardziej powinni martwić się o to czy ZUS im dobrze wyliczył prawo do emerytury. Kiedy sobie chodziłam na jedną i drugą demonstrację, młodych ludzi można było policzyć na palcach i jeszcze by palców zostało. Ci, którzy zagrzewali do okrzyków i przemawiali do zgromadzanych, raczej okres buntu powinni mieć dawno za sobą. Nie, nie piję do wieku i nie szydzę ze starszych od siebie. Szydzę za to z pomysłu, którym jest Komitet Obrony Demokracji. Pisałam to już wcześniej, że nic na razie złego w Polsce się nie dzieje i nie ma sensu robić z siebie wariata. Nie ma też sensu mówić, że jest to ruch społeczny, inicjatywa oddolna, bo pusty śmiech mnie bierze. Nie znam z historii też żadnej oddolnej inicjatywy, która byłaby tworzona odgórnie, przez polityków. Pewnie przez przypadek na marszach KOD-u widać polityków z opozycji. Przypadkiem dołączyli się do oddolnego ruchu i przypadkiem pomagają przebijać się do mediów głównego nurtu z okrzykami.

Tak czy inaczej, jest już praktycznie po wszystkim. A przynajmniej do czasu, kiedy faktycznie nie wydarzy się coś, co będzie wymagało interwencji społecznej. Komitet Obrony Demokracji jest obecnie tworem zamierającym. Widziałam to „zaangażowanie” na różnych stronach internetowych, gdzie trwają nawoływania do podpisywania petycji o przedterminowe wybory w Polsce, o dymisję rządu. Masa wpisów z fejkowych kont obecnie ma sprawiać wrażenie, że cokolwiek kogokolwiek ma interesować. Prawda jest taka, że ludzie się pogodzili z tym co jest, bo nikomu się krzywda nie stała. Rząd robi swoje, bo właśnie po to został powołany, żeby robił swoje. Jeśli przestanie to robić, wówczas wyborcy wskażą mu jego miejsce. Czyli dokładnie tak, jak wskazali miejsce poprzedniemu rządowi.

Jedno mogę powiedzieć na pewno – rewolucja już się odbyła, tylko że pokolenie, które z Komitetem Obrony Demokracji wychodziło na ulicę, zupełnie tego nie zauważyło. Ta rewolucja odbyła się bez wrzasku i bez wychodzenia na ulicę. Odbyła się w internecie. I tak jak w każdym, innym, znanym mi przypadku, zrobili ją ludzie młodzi. To właśnie w internecie zakładane były niezależne strony internetowe, blogi, konta youtuberów, którzy dzielili się swoimi spostrzeżeniami. To właśnie w internecie ludzie ze sobą rozmawiali i zakładali grupy, w których czuli się jednością. W telewizji lub gdziekolwiek indziej, gdzie swój „śpiew” niosła władza – pojawiali się by wyrazić, to co myślą. Swoje robili w grupach i na własnych kanałach, które poprzednia władza rządząca i media centralne, kompletnie zlekceważyły. Politycy Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego czy lewicy niechętnie wypowiadali się dla takich portali jak „WSieci”, Wpolityce”, w telewizji Republika” i w wielu innych miejscach, które przez ostatnie lata rosły w siłę. Za to politycy konserwatywni przestali bywać prawie całkowicie w największych nośnikach mediowych w Polsce. Przez co niósł się jedynie „słuszny i właściwy” przekaz, którego coraz więcej osób miało zwyczajnie dość. Tak wyglądała rewolucja, której nie wdziało pokolenie 50 plus i na dodatek dalej nie widzi.

Przede wszystkim to kampania prezydencka Andrzeja Dudy powinna była dać dużo do myślenia. Ale skoro nie było komu tego śledzić, bo starsze pokolenie jest przyzwyczajone do telewizji i prasy, więc internetu nie zauważyło. Co więcej, rewolucja ta nie pochłonęła żadnych ofiar, oprócz ofiar losu, które kolokwialnie mówiąc olały działalność i zaangażowanie na wielką skalę młodego pokolenia. Wydawało się, że będzie tak jak dotychczas, że w sieci kozak, a w rzeczywistości nie pójdzie głosować. Nie patrzyli jednak dokładnie na to, co się dzieje i nie przyszła żadna refleksja wobec zaangażowania młodych ludzi w różne projekty, które wyprowadzały ich coraz częściej z domów i sprzed monitorów. I to dlatego rewolucja członków KOD-u nie przyniosła żadnych efektów, bo kiedy wyszli protestować, ktoś inny sprzątnął im teren, a oni nawet tego nie zauważyli.

(Agnieszka Siewiereniuk – Maciorowska/ Foto: BI-Foto)

Komentarze