Mt, 25, 31-46

0
114

LW XJP XHJ

Problem z Wałęsą mam taki, że robi mi się go strasznie żal.

Z punktu widzenia mojej wiary, ten człowiek tkwi w grzechu. I tu oczywiście może się objawić mnóstwo postaw względem niego. Można go sobie radośnie potępić i poczuć się dzięki temu lepiej. I zgrzeszyć przy tym pychą. Można jego winę zlekceważyć, wzruszyć ramionami i powiedzieć: wszak wszyscy jesteśmy grzeszni, a on już swoje winy odkupił. I pozwolić w ten sposób grzeszyć pychą Wałęsie. Można przejść obok i nawet nie wzruszyć ramionami.

Tymczasem jest tak (według mnie), że LW dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że czynił zło. I to zło bez miejsca na półcienie, bo donoszenie za pieniądze na kolegów, to zło czarne jak smoła. Tym bardziej, że donosy nie dotyczyły tego, że koledzy kradli mienie stoczni, czy oszukiwali na kartach zegarowych – agent Bolek informował w nich SB, że jego koledzy wciąż jeszcze nie wyzbyli się marzeń o godnym życiu.
I Wałęsa wydaje się bezradny. I ja razem z nim. Bo nie znalazł się nikt, kto by kiedyś dawniej, kiedyś mniej dawno temu, lub teraz, potrafił go z pozycji chrześcijańskich przekonać, że  trzeba wypełnić w sakramencie pokuty i pojednania kilka warunków sine qua non.
I on teraz tkwi w tym bagnie po same nozdrza i wciąż nie wie jak wielkie jest Boże Miłosierdzie i wciąż myśli, że najważniejsze jest to, co osiągnął tu, na ziemi i że nie wolno mu tego, co osiągnął stracić.
Kolejny zaś problem z powyższym rozumowaniem jest taki, by nie grzeszyć pychą także przy takim wzbudzeniu w sobie empatii wobec Wałęsy.

Sytuacja wygląda tak, że Wałęsa stoi przed ludźmi nagi. I podzieliliśmy się na tych, którzy się z tego śmieją i czerpią satysfakcję, na tych, którzy krzyczą, że wcale nie jest goły i na tych, którzy przyznają, że trochę się rozebrał, ale kiedyś zdarzyło mu się nosić ładne ciuchy, zatem nie wolno się go teraz czepiać.
Tymczasem on należy do Kościoła Powszechnego, więc powinien znaleźć się ktoś, kto by go przyodział.

[a]

Komentarze