Pęknięta opona i hotele dla owadów

0
81

ego_ecoWeekend tzw. opinii publicznej upłynął na dywagacjach na temat wypadku samochodu prezydenckiego. Dyskusja w dużej mierze ograniczyła się do bardzo nieprzyjemnej, ale jednak nie mającej kluczowego znaczenia hate speech zafundowanej przy tej okazji przez członków KOD. Sprawa to rzeczywiście nieładna, aczkolwiek co się dziwić i czego innego się spodziewać. Szkoda natomiast, że samo wydarzenie (które ową falę niewybrednych komentarzy wywołało) ujęto dość stereotypowo. Jedni uznali bowiem, że nie należy wykluczać żadnej hipotezy, a zatem trzeba zbadać prawdopodobieństwo – o zgrozo – zamachu na życie prezydenta, inni zaś zwalają wszystko na „bałagan”: niedopatrzenie procedur czy ich jawne lekceważenie. Nie bardzo chce mi się przystawać nad tymi sugestiami, więc powiem krótko: gdyby to był zamach, skończyłby się inaczej – po prostu by się udał. A bałagan… no cóż bałagan to możecie mieć na biurku w pracy. O co zatem chodzi? Ja oczywiście nie wiem, ale zastanawiam się, kto i dlaczego dał prezydentowi takie ostrzeżenie.

Trudno dalej zgadywać, bo walka buldogów toczy się pod dywanem, ani pod który, ani na który my nie mamy wstępu. Jest więc szerokie pole do hipotez – tylko tyle i aż tyle. Czy może mieć tu jakieś znaczenie kwestia uchodźcza i decyzje w związku z nią podejmowane? Nie mam pojęcia, ale o zagadnienie uchodźców zahaczyłam tu już z innego powodu. Od jakiegoś czasu media wszystkich nurtów przygotowują nas na „nową falę” przybyszów, która nas zaleje, jak skończy się zima. Tym samym rozwijają twórczo Konwencję Genewską z 1951 r., w której do kategorii uchodźców zaliczono osoby, które, obawiając się prześladowań ze względu na swą rasę, religię, narodowość, przynależność do określonej grupy społecznej lub swe poglądy polityczne, opuściły państwo, którego są obywatelami. I siłą rzeczy szukają schronienia w innym państwie. Nie wspominano tu zatem w ogóle o pogodzie, co nie dziwi. Trudno bowiem wyobrazić sobie osobę, która we własnym kraju może stracić głowę, ale nie rusza się stamtąd, tylko dlatego, że w państwie, w którym mogłaby znaleźć schronienie, pada deszcz lub śnieg, albo jest zimno.

Nikt jednak na te sprzeczności nie zwraca uwagi, co może świadczyć o zaniku logicznego myślenia. Że logika nie trzyma się mocno, nie trzeba nikogo chyba specjalnie przekonywać (a już na pewno nie będę się starać przekonać tych, którzy właśnie logicznie nie myślą). W ogóle zdrowy rozsądek nie ma teraz dobrej passy. Wszystko jest względne, historię można przedstawiać w różnych narracjach, prawda już dawno przestała być jedna, bo każdy ma swoją (pytanie, gdzie w takim razie podziało się kłamstwo) etc. etc. Do tego wszystkiego jesteśmy częścią łańcucha ekosystemu, ssakami jak inne, a nawet gorszymi – bo tylko my stosujemy tortury, zanieczyszczamy środowisko, ogólnie rzecz ujmując, jesteśmy zdolni do wszelkiego okrucieństwa, jakie tylko można wymyślić (a nawet i do tego, którego wymyślić się nie da). Przyszedł zatem czas, aby w końcu mniej przejmować się niedolą ludzką (w końcu sami jej jesteśmy winni), a nieba przychylić zwierzętom.  Stąd na przykład na warszawskiej Woli można zobaczyć bezdomnych, odpoczywających na murku okalającym skwerek, pilnujących swoich pakunków, w których mają (chyba? m.in.?) żelastwo, które wiozą na złom. A za murkiem skwer. Jak skwer, to drzewa, a na drzewach? Hotele dla owadów. Mam nadzieję, że nie wywoła w Was to fali śmiechu, bo mówię serio i – jak zakładam – mam poważnych odbiorców, takich dobrze sytuowanych z dużych ośrodków miejskich. Zatem wiecie na pewno, co to są hotele dla owadów i wiecie też, że budowane są m.in. w ramach tzw. budżetu partycypacyjnego, co oznacza, że – ni mniej ni więcej – sami mieszkańcy takie projekty do urzędów dzielnic składają. Nie to, żebym nie była za ochroną środowiska, choć przechodząc koło tych budek – muszę przyznać – zawsze boję się, jakie to owady na mnie wylecą. Dotychczas – chwalić Pana – nie wyleciał żaden. Może więc też być tak, że i żaden z hotelu nie korzysta, a wszystko to po prostu jeden z projektów, który nie zmienia nic oprócz stanu posiadania pewnych osób. Jak jest naprawdę – znów pole do hipotez badawczych.

Wróćmy jeszcze do ekosystemu, którego jesteśmy częścią. Te dwa rysunki, które ilustrują text świadczą o głębokiej przemianie świadomościowej, jaka w nas zachodzi/jakiej jesteśmy poddawani (niepotrzebne skreślić, wg własnego uznania). Znów nawiążę do – przepraszam, uczepiłam się do tego dokumentu jak pijany płotu – Deklaracji praw zwierząt. Tam prawa zwierzęce, ich godność zrównano z naszą („poszanowanie zwierząt jest bezpośrednio powiązane z poszanowaniem człowieka”). I znów: daleka jestem od pochwalania tragicznych warunków hodowli zwierząt, tylko że akurat o tym w Deklaracji zapomniano. Najwyraźniej więc nie chodzi w niej o to, aby zmienić dolę zwierząt, ale aby pewnych zmian dokonać w naszej nie-doli. Jako pełnoprawnym członkom świata zwierzęcego pozostaje nam pocieszenie w postaci zapewnienia, iż „martwe zwierzęta powinny być traktowane z szacunkiem” (art. 13 pkt 1). Miejmy nadzieję, że w razie jakiejś zawieruchy wojennej nie będziemy mieli do czynienia z barbarzyńcami, którzy nie znają tak ważnego dokumentu. Wtedy jest szansa na to, że nasze zwłoki zostaną potraktowane – najpewniej nie po chrześcijańsku, ale chociaż z szacunkiem – a nie jak, przepraszam za wyrażenie (ale tak właśnie do niedawna określano zwłoki zwierzęce), zwykłe ścierwo.

Komentarze