Polityka historyczna

0
154

W ramach Klubu Historycznego im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” w Bydgoszczy odbyły się m.in. spotkania z polskimi naukowcami dotyczące polityki historycznej Niemiec i Rosji. W kontekście planów wprowadzenia polskiej polityki historycznej, w telegraficznym skrócie notatka, którą sporządziłem po spotkaniu z dr. hab. Mariuszem Wołosem w listopadzie 2014 roku:

Mariusz Wołos spędził kilka lat w Moskwie, jako naukowiec związany z PAN. Niestety w tej chwili komórka, w której przebywał jest martwa, co powoduje, że jej prace (w przyszłości) praktycznie trzeba będzie zaczynać od początku. Polskie instytucje funkcjonujące w Rosji są poważnie niedofinansowane, a strona polska nie przykłada odpowiednich starań, by działały one sprawnie. Niemcy w tej materii działają o wiele skuteczniej, co nie jest związane tylko i wyłącznie z nakładami finansowymi. Działa wiele niemieckich instytucji wydających książki i promujących niemiecką kulturę. Problemem może być biurokracja rosyjska utrudniająca pobyt naukowcom (3 miesięczna wiza, potem powrót na 3 miesiące do kraju). Do tego praktycznie w Rosji nie prowadzi się badań związanych z Polską, zmarł np. najbardziej znany znawca polskiej literatury i mało kto podejmuje takie badania.

Rosjanie zablokowali dostęp do polskich dokumentów z okresu wojen polsko-sowieckich. Argumentują to tym, że są w bardzo złym stanie, co uniemożliwia ich udostępnianie, choć naukowcy, którzy je wcześniej widzieli twierdzą, że są w dobrym stanie. Na konferencjach wygłaszane są referaty przez ludzi z tytułami naukowymi, o tym, że w Katyniu to Niemcy wymordowali część polskich oficerów. Zdarzają się też jednak rosyjscy naukowcy ze sprawami karnymi, które są konsekwencją głoszonych przez nich poglądów na tematy historyczne. Polsko-Rosyjska Grupa do Spraw Trudnych nie funkcjonuje, Stowarzyszenie Memoriał przestaje istnieć, jako piąta kolumna. Co ciekawe, Rosjanie traktują Instytut Pamięci Narodowej, jako „zbrojne ramię” polskiej polityki historycznej.

„Katyń” Wajdy wywołał duże poruszenie, a czasami nawet pewne refleksje wśród Rosjan, jednak film wyemitowano za osobistą zgodną Putina, więc gdyby nawet powstały jakieś filmy dotyczące relacji polsko-rosyjskich, a nie byłyby zgodne z rosyjską polityką historyczną, żadna telewizja ich nie pokaże.

Na pytanie o antypolonizm Putina Wołos stwierdził, że Polska jest trzeciorzędną kategorią w rosyjskiej polityce (1. Niemcy, USA, Chiny, Wlk. Brytania, Brazylia, Francja… 2. Estonia, Białoruś, Litwa, Łotwa… 3. Polska…).

***

Niemcy z kolei od dekad prowadzą niezwykle skuteczną politykę historyczną. Z pomocą służb specjalnych i inżynierii społecznej powoli zmywają z siebie odium za II wojnę światową. Służy temu porównywanie zbrodni niemieckich do sowieckich, co zdejmuje z nazistów piętno wyjątkowości, wtórność Auschwitz w stosunku do Gułagu, akcentowanie dramatu „wypędzonych” i mikro-historii z pozytywnymi przykładami, głoszenie haseł typu „Hitler jest w każdym z nas” i cierpienie jest równe dla wszystkich ludzi, badanie niemieckiego ruchów oporu. Żartobliwie mówiąc, doskonałym przykładem tej polityki jest nakręcony niedawno serial „Człowiek z Wysokiego Zamku”, w którym Japończycy mówią po japońsku, a Niemcy po angielsku. Jednak nie ma nic bardziej skutecznego niż udowodnienie, że Hitler był po prostu wariatem – nie zdrowo i racjonalnie myślącym o władzy Niemcem, tylko gościem, któremu najzwyczajniej zagotowało się pod czaszką. Oglądałem niedawno „Tajemnice III Rzeszy – Rodzina Hitlera”, w którym sugerowano, że najprawdopodobniej ojciec Hitlera był Żydem (jakby miało to jakiekolwiek znaczenie dla zrozumienia najnowszej historii Europy). W filmie bardzo mocno akcentowano, że w rodzinie Fuhrera były osoby chore psychiczne. Jakiś specjalista w białym kitlu po niemiecku przekonywał, że to bardzo ważne, ponieważ mogło mieć wpływ na geny. Genetyka jest dość popularnym zajęciem wśród potomków elity III Rzeszy. „Stryjeczna wnuczka Hermana Göringa poddała się nawet sterylizacji, aby, jak tłumaczy, nie przekazać dalej krwi potwora”.

***

Na koniec, niech za opis stanu polskiej polityki historycznej, czy szerzej pamięci historycznej w ogóle, posłuży drobne porównanie: w województwie kujawsko-pomorskim jest zdaje się zaledwie kilkanaście miejsc upamiętnienia polskich żołnierzy biorących udział w powstaniu antykomunistycznym. Na Litwie natomiast żołnierze, którzy kolaborowali z Niemcami, a potem długie lata walczyli z Sowietami mają kilkadziesiąt tysięcy miejsc pamięci, a wydawnictwa z ich sylwetkami i historiami można kupić w każdej żabce i biedronce.

Kasper Linge

Komentarze